Za dniem się skrył,
obserwował stado mórz
i widział tylko to,
co słyszał w sobie.
Znów nie ten dzień
Wszystko poszło nie tak.
A on śpiewał małym
krzykiem i mówił
jak jest.
To był on, właśnie on,
to jego dom
to był on...
Gdy tylko słychać słów moc
do każdej sytuacji.
Zasypiać w końcu z jego słowem
i widzieć
Rozmawiałem z nim
och, powiedział to, co wiem.
Jest tylko człowiekiem.
Nie myślę, że go dobrze znam.
Ale jakbym był
bez jego ostrzeżeń,
zatrzymań i postojów,
by znów zobaczyć
niewidzialne dla innych.
Do skrajnych uczuć
poruszał poszukiwanie
tego sensu, by stać,
żyć i iść za Najważniejszym.
Na żywo widzieć uczucia
tekst krzyczany do siebie.
Wiem, że to
nie zatraci mnie.
niedziela, 5 września 2010
piątek, 6 sierpnia 2010
zazDrOŚĆ
Chciałem ci tylko pokazać
jak żyję, jakość jej.
Pokazałem ci wszystko,
co mam tutaj.
To tylko trochę.
Wiesz, gdy ten stan
konkretnego lekceważenia
odkrywam w sobie
i staram się go włączyć,
to przychodzi znajomy,
nie z imienia,
i zabiera
me myśli,
me humory.
To on, ubrany
w czarny płaszcz smutku,
codziennie sprowadza
na ziemię
będących przy ziemi.
To on musi zazdrościć
w chorym braku uczuć.
W zazdrosnym społeczeństwie.
Kolebką uczucia
nie wola pożądania,
nie troska o siebie
czy walka o byt,
lecz chęć zabicia bliźniego,
jego stanu i życia,
jego słów i mocy,
jego duszy i muzyki.
Tak, on tak chce.
Co z tego, że ty
znów dość masz ich
i ich spojrzeń, dopiekań.
Dziś nie liczysz się.
Dziś to tylko walka jednostki.
Swoje dość krzyczane
w srogich myślach
okrutnych planów odwetu
zachowujesz tak cicho,
jak tyknięcie zegara.
Dla Ciebie ważne.
Pamiętaj, tylko dla Ciebie.
jak żyję, jakość jej.
Pokazałem ci wszystko,
co mam tutaj.
To tylko trochę.
Wiesz, gdy ten stan
konkretnego lekceważenia
odkrywam w sobie
i staram się go włączyć,
to przychodzi znajomy,
nie z imienia,
i zabiera
me myśli,
me humory.
To on, ubrany
w czarny płaszcz smutku,
codziennie sprowadza
na ziemię
będących przy ziemi.
To on musi zazdrościć
w chorym braku uczuć.
W zazdrosnym społeczeństwie.
Kolebką uczucia
nie wola pożądania,
nie troska o siebie
czy walka o byt,
lecz chęć zabicia bliźniego,
jego stanu i życia,
jego słów i mocy,
jego duszy i muzyki.
Tak, on tak chce.
Co z tego, że ty
znów dość masz ich
i ich spojrzeń, dopiekań.
Dziś nie liczysz się.
Dziś to tylko walka jednostki.
Swoje dość krzyczane
w srogich myślach
okrutnych planów odwetu
zachowujesz tak cicho,
jak tyknięcie zegara.
Dla Ciebie ważne.
Pamiętaj, tylko dla Ciebie.
Nie wierz nigdy nieMyslovitz - Nienawiść
W tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się
Nie wierz nigdy nie
W to niebo, które zawsze niebieskie jest
Ale Ty nigdy nie poddasz się
Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolić nienawiść
Ja też
środa, 21 lipca 2010
Majsiti
Poranny.
Za blokiem wstaje dzień
ten wspaniały nieraz zawarty.
Okrywa pomarańczą
betonowe miasto wyżyny.
To tu spełnia się
kolejnego dnia rozkosz
życia pośród odmienności
tej zwykłej codzienności.
Znów w górę,
by wspiąć się lekko
od gwarków średniej drogi
i ujrzeć ten świat,
który zawiera wszystkie lata
tego mego życia.
Trzy długie ulice
pośrodku jednej dwie szyny.
Kiedyś Wolności zakupów
odrestaurowanych kafejek
spędzali czas królowie huty.
Narzekania teraz pozostał szum
bankową się oblega starówka
i tylko czekać, gdy
ruiny Kościuszki zamienią się
w kolejne centrum.
Betonowe płyty
przy kolejnym budynku
to ratusz, ten, o którym
tylko komunikacja pamięta.
To on co dzień widzi
szum aut i ich brud,
spadający cement lat 70'.
Tam tylko mój drogi
czterech przystanków ruch
i z jednej na druga dzielnicę
widok masz.
Są i miejsca zakazane,
placem zgrozy
dla mnie nazwane.
Rzadko tam bywać, w nocy
nie chodzić.
Na Starym też nie łatwo,
tam przecież kolebka wszystkiego.
Stamtąd nazwę zabrali
nie wiadomo kiedy.
Idź teraz do parku,
tak, on jest nasz.
Choć wydawać by się mogło,
to jednak wesoło,
zwierzęco,
różano,
plażowo tam jest.
Moralnie zabrane,
duma rozpadająca się.
Koło króla Polski,
który dzielnicą okrywa nazwą
autostradę i hutę
rzeczy dobre też są.
Lepsze od najlepszego i zadumanego
szkolnictwo.
Mam w nim udział.
A ja, zmierzać codziennie miałem
i zmierzałem ulicami
mego miasta zamyśleń.
Bo cóż więcej
jak wschód na estakadzie,
powiew parkowy,
falowce jedyne i długie,
bezrynkowie szaleńcze,
zachód słońca od amy,
i wszystkie dni spędzone
w jego śląskich ramionach.
To miasto dla mnie
to ono wychować i żyć.
Choć klika innych w skupisku,
to jedyne,
sentymentalne i małe.
I walczyć w rozmowie
muszę o nie.
To moje miasto
miasto mojej nienormalności.
Za blokiem wstaje dzień
ten wspaniały nieraz zawarty.
Okrywa pomarańczą
betonowe miasto wyżyny.
To tu spełnia się
kolejnego dnia rozkosz
życia pośród odmienności
tej zwykłej codzienności.
Znów w górę,
by wspiąć się lekko
od gwarków średniej drogi
i ujrzeć ten świat,
który zawiera wszystkie lata
tego mego życia.
Trzy długie ulice
pośrodku jednej dwie szyny.
Kiedyś Wolności zakupów
odrestaurowanych kafejek
spędzali czas królowie huty.
Narzekania teraz pozostał szum
bankową się oblega starówka
i tylko czekać, gdy
ruiny Kościuszki zamienią się
w kolejne centrum.
Betonowe płyty
przy kolejnym budynku
to ratusz, ten, o którym
tylko komunikacja pamięta.
To on co dzień widzi
szum aut i ich brud,
spadający cement lat 70'.
Tam tylko mój drogi
czterech przystanków ruch
i z jednej na druga dzielnicę
widok masz.
Są i miejsca zakazane,
placem zgrozy
dla mnie nazwane.
Rzadko tam bywać, w nocy
nie chodzić.
Na Starym też nie łatwo,
tam przecież kolebka wszystkiego.
Stamtąd nazwę zabrali
nie wiadomo kiedy.
Idź teraz do parku,
tak, on jest nasz.
Choć wydawać by się mogło,
to jednak wesoło,
zwierzęco,
różano,
plażowo tam jest.
Moralnie zabrane,
duma rozpadająca się.
Koło króla Polski,
który dzielnicą okrywa nazwą
autostradę i hutę
rzeczy dobre też są.
Lepsze od najlepszego i zadumanego
szkolnictwo.
Mam w nim udział.
A ja, zmierzać codziennie miałem
i zmierzałem ulicami
mego miasta zamyśleń.
Bo cóż więcej
jak wschód na estakadzie,
powiew parkowy,
falowce jedyne i długie,
bezrynkowie szaleńcze,
zachód słońca od amy,
i wszystkie dni spędzone
w jego śląskich ramionach.
To miasto dla mnie
to ono wychować i żyć.
Choć klika innych w skupisku,
to jedyne,
sentymentalne i małe.
I walczyć w rozmowie
muszę o nie.
To moje miasto
miasto mojej nienormalności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)