Bo ten czas, zauważ,
zdarza się nie raz,
nie każdemu wypada
tak czuć.
Znowu dzwoni,
oznajmia radość spotkania
rodzina kolejny raz.
Ona się nie zmienia.
Podziel swój wiek
przez dwa.
Poczuj nie magię, lecz
czystość tej radości,
szczęścia na początku
i braku wpływu na innych.
To lepszym cię zwało.
Gdy spojrzysz
wstecz, jak cię niesie
chór głupot dziecinnych,
nie obwiniaj innych za czas.
Wywołaj spokój duszy
bez książek na twarzy.
Chciej być lepszym
w potrzebie kogoś wyżej.
sobota, 25 grudnia 2010
wtorek, 21 grudnia 2010
Wola
Stanąłem w dzwiach.
Pół twarzy opartej o mur
splecony z dziur mych mysli.
To one znów zniszczyły.
Tu znów zostało tak mało.
Zgrzyt wycieku pamięci
papierowych form obowiązków
Testów, które nie pokażą
Czego chciałbym.
Gdy tak
Mieliłem mózg
W maszynce "Do it like this"
Złudna nadzieja opętała.
Może lepiej odpocząć.
I pamietasz Ty,
Znów idę ulicą
Znów mam wesele w sobie
Znów nie chce myśleć
Że jestem tym,
Kim jestem od zawsze.
Pół twarzy opartej o mur
splecony z dziur mych mysli.
To one znów zniszczyły.
Tu znów zostało tak mało.
Zgrzyt wycieku pamięci
papierowych form obowiązków
Testów, które nie pokażą
Czego chciałbym.
Gdy tak
Mieliłem mózg
W maszynce "Do it like this"
Złudna nadzieja opętała.
Może lepiej odpocząć.
I pamietasz Ty,
Znów idę ulicą
Znów mam wesele w sobie
Znów nie chce myśleć
Że jestem tym,
Kim jestem od zawsze.
niedziela, 17 października 2010
Księżyce i gwiazda
Z dnia na dzień
on mi się pojawia.
Nie skrywa swych zamiarów
bezsensu i istnienia.
Znów ja wśród
gąszczy sów ukrytych,
co szepczą uporczywie.
Za mną ktoś w ciemności.
Też był tam.
Spojrzał na rozlaną krew
części, co zowią człowieka
istotą społeczną.
Zmiażdżone me zamiary.
I idąc tą płaską drogą
nie widzę mych planów,
a resztki umysłu
zabija mój wiek.
Trzyma jak więźnia.
Spraw społecznych
już nie dziw więcej.
Są one dalekie, czy bliskie...
Sam nie wiem jak
się zachować.
Nie miej zrozumienia.
Przyzwyczaiłem się niestety.
Choć ty byś nie chciał
Ich tolerancji.
on mi się pojawia.
Nie skrywa swych zamiarów
bezsensu i istnienia.
Znów ja wśród
gąszczy sów ukrytych,
co szepczą uporczywie.
Za mną ktoś w ciemności.
Też był tam.
Spojrzał na rozlaną krew
części, co zowią człowieka
istotą społeczną.
Zmiażdżone me zamiary.
I idąc tą płaską drogą
nie widzę mych planów,
a resztki umysłu
zabija mój wiek.
Trzyma jak więźnia.
Spraw społecznych
już nie dziw więcej.
Są one dalekie, czy bliskie...
Sam nie wiem jak
się zachować.
Nie miej zrozumienia.
Przyzwyczaiłem się niestety.
Choć ty byś nie chciał
Ich tolerancji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)