Poranek sobotni,
zwykłym miał być,
przynieść kolejny dzień.
Kilka minut sennych
i nagły szok słów.
Ktoś powiedział: wypadek
ktoś pokazał tragedię.
Dziewięćdziesiąt sześć dusz
leciało z posługą Rzeczpospolitej
by historii pamięć przywrócić.
Nie wrócić.
Szare wszystko, czarna wstążka
płacze cały naród Polski.
Cały świat w końcu zrozumie
czym jest dla niej ten las,
ten przeklęty las.
Głowa państwa,
choć nie przez wszystkich akceptowana.
Wstyd rodzi w sercu
tych kilka zdarzeń.
To mogłem być ja.
My go przecież posłaliśmy
to my powierzyliśmy zadań cele.
Już na zawsze w naszych myślach.
Już na zawsze
i tak to za mało.
10 kwietnia 2010 roku prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie samolotu TU-154 pod Smoleńskiem. Na pokładzie maszyny były najważniejsze osoby w państwie. Nikt nie przeżył.
Niech spoczywają w pokoju.