Bo ten czas, zauważ,
zdarza się nie raz,
nie każdemu wypada
tak czuć.
Znowu dzwoni,
oznajmia radość spotkania
rodzina kolejny raz.
Ona się nie zmienia.
Podziel swój wiek
przez dwa.
Poczuj nie magię, lecz
czystość tej radości,
szczęścia na początku
i braku wpływu na innych.
To lepszym cię zwało.
Gdy spojrzysz
wstecz, jak cię niesie
chór głupot dziecinnych,
nie obwiniaj innych za czas.
Wywołaj spokój duszy
bez książek na twarzy.
Chciej być lepszym
w potrzebie kogoś wyżej.
sobota, 25 grudnia 2010
wtorek, 21 grudnia 2010
Wola
Stanąłem w dzwiach.
Pół twarzy opartej o mur
splecony z dziur mych mysli.
To one znów zniszczyły.
Tu znów zostało tak mało.
Zgrzyt wycieku pamięci
papierowych form obowiązków
Testów, które nie pokażą
Czego chciałbym.
Gdy tak
Mieliłem mózg
W maszynce "Do it like this"
Złudna nadzieja opętała.
Może lepiej odpocząć.
I pamietasz Ty,
Znów idę ulicą
Znów mam wesele w sobie
Znów nie chce myśleć
Że jestem tym,
Kim jestem od zawsze.
Pół twarzy opartej o mur
splecony z dziur mych mysli.
To one znów zniszczyły.
Tu znów zostało tak mało.
Zgrzyt wycieku pamięci
papierowych form obowiązków
Testów, które nie pokażą
Czego chciałbym.
Gdy tak
Mieliłem mózg
W maszynce "Do it like this"
Złudna nadzieja opętała.
Może lepiej odpocząć.
I pamietasz Ty,
Znów idę ulicą
Znów mam wesele w sobie
Znów nie chce myśleć
Że jestem tym,
Kim jestem od zawsze.
niedziela, 17 października 2010
Księżyce i gwiazda
Z dnia na dzień
on mi się pojawia.
Nie skrywa swych zamiarów
bezsensu i istnienia.
Znów ja wśród
gąszczy sów ukrytych,
co szepczą uporczywie.
Za mną ktoś w ciemności.
Też był tam.
Spojrzał na rozlaną krew
części, co zowią człowieka
istotą społeczną.
Zmiażdżone me zamiary.
I idąc tą płaską drogą
nie widzę mych planów,
a resztki umysłu
zabija mój wiek.
Trzyma jak więźnia.
Spraw społecznych
już nie dziw więcej.
Są one dalekie, czy bliskie...
Sam nie wiem jak
się zachować.
Nie miej zrozumienia.
Przyzwyczaiłem się niestety.
Choć ty byś nie chciał
Ich tolerancji.
on mi się pojawia.
Nie skrywa swych zamiarów
bezsensu i istnienia.
Znów ja wśród
gąszczy sów ukrytych,
co szepczą uporczywie.
Za mną ktoś w ciemności.
Też był tam.
Spojrzał na rozlaną krew
części, co zowią człowieka
istotą społeczną.
Zmiażdżone me zamiary.
I idąc tą płaską drogą
nie widzę mych planów,
a resztki umysłu
zabija mój wiek.
Trzyma jak więźnia.
Spraw społecznych
już nie dziw więcej.
Są one dalekie, czy bliskie...
Sam nie wiem jak
się zachować.
Nie miej zrozumienia.
Przyzwyczaiłem się niestety.
Choć ty byś nie chciał
Ich tolerancji.
niedziela, 5 września 2010
To sen
Za dniem się skrył,
obserwował stado mórz
i widział tylko to,
co słyszał w sobie.
Znów nie ten dzień
Wszystko poszło nie tak.
A on śpiewał małym
krzykiem i mówił
jak jest.
To był on, właśnie on,
to jego dom
to był on...
Gdy tylko słychać słów moc
do każdej sytuacji.
Zasypiać w końcu z jego słowem
i widzieć
Rozmawiałem z nim
och, powiedział to, co wiem.
Jest tylko człowiekiem.
Nie myślę, że go dobrze znam.
Ale jakbym był
bez jego ostrzeżeń,
zatrzymań i postojów,
by znów zobaczyć
niewidzialne dla innych.
Do skrajnych uczuć
poruszał poszukiwanie
tego sensu, by stać,
żyć i iść za Najważniejszym.
Na żywo widzieć uczucia
tekst krzyczany do siebie.
Wiem, że to
nie zatraci mnie.
obserwował stado mórz
i widział tylko to,
co słyszał w sobie.
Znów nie ten dzień
Wszystko poszło nie tak.
A on śpiewał małym
krzykiem i mówił
jak jest.
To był on, właśnie on,
to jego dom
to był on...
Gdy tylko słychać słów moc
do każdej sytuacji.
Zasypiać w końcu z jego słowem
i widzieć
Rozmawiałem z nim
och, powiedział to, co wiem.
Jest tylko człowiekiem.
Nie myślę, że go dobrze znam.
Ale jakbym był
bez jego ostrzeżeń,
zatrzymań i postojów,
by znów zobaczyć
niewidzialne dla innych.
Do skrajnych uczuć
poruszał poszukiwanie
tego sensu, by stać,
żyć i iść za Najważniejszym.
Na żywo widzieć uczucia
tekst krzyczany do siebie.
Wiem, że to
nie zatraci mnie.
piątek, 6 sierpnia 2010
zazDrOŚĆ
Chciałem ci tylko pokazać
jak żyję, jakość jej.
Pokazałem ci wszystko,
co mam tutaj.
To tylko trochę.
Wiesz, gdy ten stan
konkretnego lekceważenia
odkrywam w sobie
i staram się go włączyć,
to przychodzi znajomy,
nie z imienia,
i zabiera
me myśli,
me humory.
To on, ubrany
w czarny płaszcz smutku,
codziennie sprowadza
na ziemię
będących przy ziemi.
To on musi zazdrościć
w chorym braku uczuć.
W zazdrosnym społeczeństwie.
Kolebką uczucia
nie wola pożądania,
nie troska o siebie
czy walka o byt,
lecz chęć zabicia bliźniego,
jego stanu i życia,
jego słów i mocy,
jego duszy i muzyki.
Tak, on tak chce.
Co z tego, że ty
znów dość masz ich
i ich spojrzeń, dopiekań.
Dziś nie liczysz się.
Dziś to tylko walka jednostki.
Swoje dość krzyczane
w srogich myślach
okrutnych planów odwetu
zachowujesz tak cicho,
jak tyknięcie zegara.
Dla Ciebie ważne.
Pamiętaj, tylko dla Ciebie.
jak żyję, jakość jej.
Pokazałem ci wszystko,
co mam tutaj.
To tylko trochę.
Wiesz, gdy ten stan
konkretnego lekceważenia
odkrywam w sobie
i staram się go włączyć,
to przychodzi znajomy,
nie z imienia,
i zabiera
me myśli,
me humory.
To on, ubrany
w czarny płaszcz smutku,
codziennie sprowadza
na ziemię
będących przy ziemi.
To on musi zazdrościć
w chorym braku uczuć.
W zazdrosnym społeczeństwie.
Kolebką uczucia
nie wola pożądania,
nie troska o siebie
czy walka o byt,
lecz chęć zabicia bliźniego,
jego stanu i życia,
jego słów i mocy,
jego duszy i muzyki.
Tak, on tak chce.
Co z tego, że ty
znów dość masz ich
i ich spojrzeń, dopiekań.
Dziś nie liczysz się.
Dziś to tylko walka jednostki.
Swoje dość krzyczane
w srogich myślach
okrutnych planów odwetu
zachowujesz tak cicho,
jak tyknięcie zegara.
Dla Ciebie ważne.
Pamiętaj, tylko dla Ciebie.
Nie wierz nigdy nieMyslovitz - Nienawiść
W tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się
Nie wierz nigdy nie
W to niebo, które zawsze niebieskie jest
Ale Ty nigdy nie poddasz się
Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolić nienawiść
Ja też
środa, 21 lipca 2010
Majsiti
Poranny.
Za blokiem wstaje dzień
ten wspaniały nieraz zawarty.
Okrywa pomarańczą
betonowe miasto wyżyny.
To tu spełnia się
kolejnego dnia rozkosz
życia pośród odmienności
tej zwykłej codzienności.
Znów w górę,
by wspiąć się lekko
od gwarków średniej drogi
i ujrzeć ten świat,
który zawiera wszystkie lata
tego mego życia.
Trzy długie ulice
pośrodku jednej dwie szyny.
Kiedyś Wolności zakupów
odrestaurowanych kafejek
spędzali czas królowie huty.
Narzekania teraz pozostał szum
bankową się oblega starówka
i tylko czekać, gdy
ruiny Kościuszki zamienią się
w kolejne centrum.
Betonowe płyty
przy kolejnym budynku
to ratusz, ten, o którym
tylko komunikacja pamięta.
To on co dzień widzi
szum aut i ich brud,
spadający cement lat 70'.
Tam tylko mój drogi
czterech przystanków ruch
i z jednej na druga dzielnicę
widok masz.
Są i miejsca zakazane,
placem zgrozy
dla mnie nazwane.
Rzadko tam bywać, w nocy
nie chodzić.
Na Starym też nie łatwo,
tam przecież kolebka wszystkiego.
Stamtąd nazwę zabrali
nie wiadomo kiedy.
Idź teraz do parku,
tak, on jest nasz.
Choć wydawać by się mogło,
to jednak wesoło,
zwierzęco,
różano,
plażowo tam jest.
Moralnie zabrane,
duma rozpadająca się.
Koło króla Polski,
który dzielnicą okrywa nazwą
autostradę i hutę
rzeczy dobre też są.
Lepsze od najlepszego i zadumanego
szkolnictwo.
Mam w nim udział.
A ja, zmierzać codziennie miałem
i zmierzałem ulicami
mego miasta zamyśleń.
Bo cóż więcej
jak wschód na estakadzie,
powiew parkowy,
falowce jedyne i długie,
bezrynkowie szaleńcze,
zachód słońca od amy,
i wszystkie dni spędzone
w jego śląskich ramionach.
To miasto dla mnie
to ono wychować i żyć.
Choć klika innych w skupisku,
to jedyne,
sentymentalne i małe.
I walczyć w rozmowie
muszę o nie.
To moje miasto
miasto mojej nienormalności.
Za blokiem wstaje dzień
ten wspaniały nieraz zawarty.
Okrywa pomarańczą
betonowe miasto wyżyny.
To tu spełnia się
kolejnego dnia rozkosz
życia pośród odmienności
tej zwykłej codzienności.
Znów w górę,
by wspiąć się lekko
od gwarków średniej drogi
i ujrzeć ten świat,
który zawiera wszystkie lata
tego mego życia.
Trzy długie ulice
pośrodku jednej dwie szyny.
Kiedyś Wolności zakupów
odrestaurowanych kafejek
spędzali czas królowie huty.
Narzekania teraz pozostał szum
bankową się oblega starówka
i tylko czekać, gdy
ruiny Kościuszki zamienią się
w kolejne centrum.
Betonowe płyty
przy kolejnym budynku
to ratusz, ten, o którym
tylko komunikacja pamięta.
To on co dzień widzi
szum aut i ich brud,
spadający cement lat 70'.
Tam tylko mój drogi
czterech przystanków ruch
i z jednej na druga dzielnicę
widok masz.
Są i miejsca zakazane,
placem zgrozy
dla mnie nazwane.
Rzadko tam bywać, w nocy
nie chodzić.
Na Starym też nie łatwo,
tam przecież kolebka wszystkiego.
Stamtąd nazwę zabrali
nie wiadomo kiedy.
Idź teraz do parku,
tak, on jest nasz.
Choć wydawać by się mogło,
to jednak wesoło,
zwierzęco,
różano,
plażowo tam jest.
Moralnie zabrane,
duma rozpadająca się.
Koło króla Polski,
który dzielnicą okrywa nazwą
autostradę i hutę
rzeczy dobre też są.
Lepsze od najlepszego i zadumanego
szkolnictwo.
Mam w nim udział.
A ja, zmierzać codziennie miałem
i zmierzałem ulicami
mego miasta zamyśleń.
Bo cóż więcej
jak wschód na estakadzie,
powiew parkowy,
falowce jedyne i długie,
bezrynkowie szaleńcze,
zachód słońca od amy,
i wszystkie dni spędzone
w jego śląskich ramionach.
To miasto dla mnie
to ono wychować i żyć.
Choć klika innych w skupisku,
to jedyne,
sentymentalne i małe.
I walczyć w rozmowie
muszę o nie.
To moje miasto
miasto mojej nienormalności.
środa, 30 czerwca 2010
Oślepiający rozstrój ducha
W ten czas półmroku,
gdy słońce zabiera swoje szpargały
i wynosi się ku równości -
zniknęły me plany,
a z nimi wspomnienia chciane.
Gdy rano wstaję
czuję się jak człowiek bez wiedzy.
O żadnych nowościach nie słyszałem
i myśleć mi przystoi
tylko o naturze.
To wtedy swobody wszędzie pełno.
Z każdej godziny wystaje
jakaś niezmierzona siła biegnąca
ku zatuszowaniu
nudy.
Mój wstyd podniosły, wewnętrzny,
cyfrowe wspomnienia
uleciały przez głowicę.
Wraz z obrazami wspomagacze myśli,
które były łagodne.
Przede mną cały, wielki czas.
Dopiero się zaczął.
Ja już myślę jak zawsze
dlaczego jutra nie znam.
gdy słońce zabiera swoje szpargały
i wynosi się ku równości -
zniknęły me plany,
a z nimi wspomnienia chciane.
Gdy rano wstaję
czuję się jak człowiek bez wiedzy.
O żadnych nowościach nie słyszałem
i myśleć mi przystoi
tylko o naturze.
To wtedy swobody wszędzie pełno.
Z każdej godziny wystaje
jakaś niezmierzona siła biegnąca
ku zatuszowaniu
nudy.
Mój wstyd podniosły, wewnętrzny,
cyfrowe wspomnienia
uleciały przez głowicę.
Wraz z obrazami wspomagacze myśli,
które były łagodne.
Przede mną cały, wielki czas.
Dopiero się zaczął.
Ja już myślę jak zawsze
dlaczego jutra nie znam.
niedziela, 20 czerwca 2010
Komentarz duszy
Blog.
Pewna cisza w samotności.
Chciał kiedyś nieczytanym
być.
Stało się.
Słów i linijek
zapomnianych myśli
nie chciał czytać
on, ona, ono.
Nie chciał, nie mógł.
Pierwsze słowa
chaotycznie ułożone w wersy,
jak pierwszy piasek na Ziemi
nieznanego pochodzenia,
nieznanej inspiracji.
Cóż nagle. W gąszczu
jak bardzo pochlebnych,
prawdziwych myśli klawiatury
znalazł jeden.
Tak bardzo ważny.
Zadziwiająco odnoszące się
do wszystkiego,
do wszystkich.
Każde słowo przez nią zbadane,
każdy wyraz zanalizowany,
każda myśl skomentowana...
Co czułem wtedy
z niewielu chwil - zrozumienie
i poczułem, że
to jest ważne w życiu.
To co mówisz nie zjada powietrze.
I tak trwa
każdą myślą wyrażałem wzrok
i każdym razem dostałem odpowiedź.
Życiowe wskazówki na bezdrożu.
Dziś wiem.
Ona pamięta.
Ona zawsze prawdę mi powie
co myśli,
co czuje,
co zrobi
po przeczytaniu.
I dziękuję.
To dla Ciebie,
to za mało za wszystko.
Słowa Twoją siłą.
Twoją Siłą Duszy.
Wiersz ze specjalną dedykacją dla Adrianne - mojej stałej, wiernej i wielkiej czytelniczki bloga. Bez Ciebie ten blog nie byłby tym samym, bez Ciebie nie miałby sensu.
Dziękuję!
Pewna cisza w samotności.
Chciał kiedyś nieczytanym
być.
Stało się.
Słów i linijek
zapomnianych myśli
nie chciał czytać
on, ona, ono.
Nie chciał, nie mógł.
Pierwsze słowa
chaotycznie ułożone w wersy,
jak pierwszy piasek na Ziemi
nieznanego pochodzenia,
nieznanej inspiracji.
Cóż nagle. W gąszczu
jak bardzo pochlebnych,
prawdziwych myśli klawiatury
znalazł jeden.
Tak bardzo ważny.
Każdy z nas jest inny.to pierwsze słowa.
Zadziwiająco odnoszące się
do wszystkiego,
do wszystkich.
Każde słowo przez nią zbadane,
każdy wyraz zanalizowany,
każda myśl skomentowana...
Co czułem wtedy
z niewielu chwil - zrozumienie
i poczułem, że
to jest ważne w życiu.
To co mówisz nie zjada powietrze.
I tak trwa
każdą myślą wyrażałem wzrok
i każdym razem dostałem odpowiedź.
Życiowe wskazówki na bezdrożu.
Dziś wiem.
Ona pamięta.
Ona zawsze prawdę mi powie
co myśli,
co czuje,
co zrobi
po przeczytaniu.
I dziękuję.
To dla Ciebie,
to za mało za wszystko.
Słowa Twoją siłą.
Twoją Siłą Duszy.
Wiersz ze specjalną dedykacją dla Adrianne - mojej stałej, wiernej i wielkiej czytelniczki bloga. Bez Ciebie ten blog nie byłby tym samym, bez Ciebie nie miałby sensu.
Dziękuję!
środa, 16 czerwca 2010
Sposób
To ja, spodziewanie.
Dzisiaj humorem
jak srebrzystym
czajnikiem na gazie
świeciłem niewidocznie.
Godzinami poleciało
zdumienie
zachwycenie
zamyślenie
wewnętrzne, lecz nie ukazało
się nikomu.
Z doświadczeń wynika,
że za kilka słów ciszy
łatwiej iść prosto.
Zrobiłem tak i ja.
Żałować chwil zapomnienia
całkowitego zaprzeczenia natury
musiałem w nicości, lecz nie
chaosie.
Prostą drogą ułożonych myśli
myślałem, że tak bardzo prosto
jest mi.
Oczywiście.
Spotkałem więc przeszkodę,
bez niej dzień stracony.
Ujrzałem codzienności istotę
mego psucia.
Myślisz, że to ja znowu dziwacznie,
znowu nie myślę? Że mnie zamuliło,
bo nie mam normalnej miny.
Musisz to zepsuć, dalej!
Przecież jesteś od tego,
by mnie nie widzieć.
Społecznych gór i jaskiń blask
tych małych chwil życia
basowych rytmów zapamiętanych
nie brak.
Przyszła więc pora
wyprostowania.
Dzisiaj humorem
jak srebrzystym
czajnikiem na gazie
świeciłem niewidocznie.
Godzinami poleciało
zdumienie
zachwycenie
zamyślenie
wewnętrzne, lecz nie ukazało
się nikomu.
Z doświadczeń wynika,
że za kilka słów ciszy
łatwiej iść prosto.
Zrobiłem tak i ja.
Żałować chwil zapomnienia
całkowitego zaprzeczenia natury
musiałem w nicości, lecz nie
chaosie.
Prostą drogą ułożonych myśli
myślałem, że tak bardzo prosto
jest mi.
Oczywiście.
Spotkałem więc przeszkodę,
bez niej dzień stracony.
Ujrzałem codzienności istotę
mego psucia.
Myślisz, że to ja znowu dziwacznie,
znowu nie myślę? Że mnie zamuliło,
bo nie mam normalnej miny.
Musisz to zepsuć, dalej!
Przecież jesteś od tego,
by mnie nie widzieć.
Społecznych gór i jaskiń blask
tych małych chwil życia
basowych rytmów zapamiętanych
nie brak.
Przyszła więc pora
wyprostowania.
wtorek, 18 maja 2010
ja powracam
Przychodzi tutaj
rozmyślań noc
i tych idiotycznych pytań,
co dążą do zapomnienia.
To jest bajka, po prostu
chore myśli. Wszystkie
trafiają do drucianego,
amerykańskiego kubła.
Takiego jak na pulpicie.
Gdy mówię ci
przypowieści - wiesz, lubisz je
tak, jak każdy - wtedy akurat
ono ważniejszy, a kłamiesz,
choć z ironią kłamstwem się okrywasz.
Więc co ja znowu
zrobiłem,
że tak mnie poznajesz,
tak mnie nie widzisz.
Znów on, ten cel,
który z natury
ma być, a ja
ja powracam
do samotności
rozmyślań noc
i tych idiotycznych pytań,
co dążą do zapomnienia.
To jest bajka, po prostu
chore myśli. Wszystkie
trafiają do drucianego,
amerykańskiego kubła.
Takiego jak na pulpicie.
Gdy mówię ci
przypowieści - wiesz, lubisz je
tak, jak każdy - wtedy akurat
ono ważniejszy, a kłamiesz,
choć z ironią kłamstwem się okrywasz.
Więc co ja znowu
zrobiłem,
że tak mnie poznajesz,
tak mnie nie widzisz.
Znów on, ten cel,
który z natury
ma być, a ja
ja powracam
do samotności
niedziela, 11 kwietnia 2010
W gęstą mgłę nieba
Poranek sobotni,
zwykłym miał być,
przynieść kolejny dzień.
Kilka minut sennych
i nagły szok słów.
Ktoś powiedział: wypadek
ktoś pokazał tragedię.
Dziewięćdziesiąt sześć dusz
leciało z posługą Rzeczpospolitej
by historii pamięć przywrócić.
Nie wrócić.
Szare wszystko, czarna wstążka
płacze cały naród Polski.
Cały świat w końcu zrozumie
czym jest dla niej ten las,
ten przeklęty las.
Głowa państwa,
choć nie przez wszystkich akceptowana.
Wstyd rodzi w sercu
tych kilka zdarzeń.
To mogłem być ja.
My go przecież posłaliśmy
to my powierzyliśmy zadań cele.
Już na zawsze w naszych myślach.
Już na zawsze
i tak to za mało.
10 kwietnia 2010 roku prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie samolotu TU-154 pod Smoleńskiem. Na pokładzie maszyny były najważniejsze osoby w państwie. Nikt nie przeżył.
Niech spoczywają w pokoju.
zwykłym miał być,
przynieść kolejny dzień.
Kilka minut sennych
i nagły szok słów.
Ktoś powiedział: wypadek
ktoś pokazał tragedię.
Dziewięćdziesiąt sześć dusz
leciało z posługą Rzeczpospolitej
by historii pamięć przywrócić.
Nie wrócić.
Szare wszystko, czarna wstążka
płacze cały naród Polski.
Cały świat w końcu zrozumie
czym jest dla niej ten las,
ten przeklęty las.
Głowa państwa,
choć nie przez wszystkich akceptowana.
Wstyd rodzi w sercu
tych kilka zdarzeń.
To mogłem być ja.
My go przecież posłaliśmy
to my powierzyliśmy zadań cele.
Już na zawsze w naszych myślach.
Już na zawsze
i tak to za mało.
10 kwietnia 2010 roku prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie samolotu TU-154 pod Smoleńskiem. Na pokładzie maszyny były najważniejsze osoby w państwie. Nikt nie przeżył.
Niech spoczywają w pokoju.
czwartek, 18 marca 2010
Znasz?
Tyle tygodni mógłbym czekać
na tę jedną, może dwie chwile.
Zapisać w karteczce przy sercu
umieścić jak skarb mej duszy.
Ona chciałaby być
taką najpiękniejszą i jedyną,
zmienić wiele w życiu i na wprost
przepaści śmiać się do łez.
Zaś ta mogłaby zostać, być,
zawsze od takiej czerpać nadzieję,
od której zaczęła swej ciszy
mówić dzień dobry codziennie.
Atomowej bombie blask oświeca,
oklasku gry prekursor klaśnie,
on zacznie, gdy ten już od niego lepszy.
Więc czym jestem.
Może udaniem?
Oczy ci świecą milionami gwiazd,
twój zapał niech stanie w ujemnych granicach.
Oni i tak dalej będą mieć
tych najlepszych i wzorowych.
Miej sercem działać,
oczami wódź za stokiem.
I nie daj się nabrać
na łatwe życie.
na tę jedną, może dwie chwile.
Zapisać w karteczce przy sercu
umieścić jak skarb mej duszy.
Ona chciałaby być
taką najpiękniejszą i jedyną,
zmienić wiele w życiu i na wprost
przepaści śmiać się do łez.
Zaś ta mogłaby zostać, być,
zawsze od takiej czerpać nadzieję,
od której zaczęła swej ciszy
mówić dzień dobry codziennie.
Atomowej bombie blask oświeca,
oklasku gry prekursor klaśnie,
on zacznie, gdy ten już od niego lepszy.
Więc czym jestem.
Może udaniem?
Oczy ci świecą milionami gwiazd,
twój zapał niech stanie w ujemnych granicach.
Oni i tak dalej będą mieć
tych najlepszych i wzorowych.
Miej sercem działać,
oczami wódź za stokiem.
I nie daj się nabrać
na łatwe życie.
piątek, 12 marca 2010
All the right...
Wśród letnich bram,
fontanny szumu blask,
parkowych kryjówek
był on.
W kilkunastu błyskach dni,
sekundy odmierzać do końca
i pytać się dokąd leci rzeka,
dlaczego płynie czas.
Pamiętasz, tu byłeś
z czapeczką z daszeczkiem.
Twych problemów nikt nie rozumiał,
twych marzeń nie zrealizował.
I być może rok kolejny
miał być tym samym.
Nie wytrzymał tej postawy
wkroczył w mury myślowe.
Pytacie kto? Kim on był,
który śnieg zobaczył od
dnia pamiętnego?
Gdy wszystko zaczął zmieniać,
wszystko stało się ludzkie.
Niebo. Na ekranie spadają małe obłoki niczym mgła. Idziesz pośrodku niej a ludzi widzisz jak zamazanych
Pisał o sobie
w jeden tydzień wszystko,
w jeden dzień wszechświat.
I dla wszystkich, którzy
pomogli mu wstawać
pomogli mu się zamknąć
pomogli tak wiele
podziękować nie zdoła.
Choć lata te minęły,
on ma zostać ten sam.
Wady i zalety
ocenić nie może.
Kochać bezimiennie
cudowny krajobraz.
Żyć nie każdą chwilą
idąc w kierunku nieznanym.
Pan ja.
They've got all the right friends in all the right places
So yeah, we're going down.
We've got all the right moves and all the wrong faces
So yeah, we're going down.
They said, everybody knows, everybody knows where we're going
Yeah, we're going down.
OneReplublic - All The Right Moves
fontanny szumu blask,
parkowych kryjówek
był on.
W kilkunastu błyskach dni,
sekundy odmierzać do końca
i pytać się dokąd leci rzeka,
dlaczego płynie czas.
Pamiętasz, tu byłeś
z czapeczką z daszeczkiem.
Twych problemów nikt nie rozumiał,
twych marzeń nie zrealizował.
I być może rok kolejny
miał być tym samym.
Nie wytrzymał tej postawy
wkroczył w mury myślowe.
Pytacie kto? Kim on był,
który śnieg zobaczył od
dnia pamiętnego?
Gdy wszystko zaczął zmieniać,
wszystko stało się ludzkie.
Niebo. Na ekranie spadają małe obłoki niczym mgła. Idziesz pośrodku niej a ludzi widzisz jak zamazanych
Pisał o sobie
w jeden tydzień wszystko,
w jeden dzień wszechświat.
I dla wszystkich, którzy
pomogli mu wstawać
pomogli mu się zamknąć
pomogli tak wiele
podziękować nie zdoła.
Choć lata te minęły,
on ma zostać ten sam.
Wady i zalety
ocenić nie może.
Kochać bezimiennie
cudowny krajobraz.
Żyć nie każdą chwilą
idąc w kierunku nieznanym.
Pan ja.
They've got all the right friends in all the right places
So yeah, we're going down.
We've got all the right moves and all the wrong faces
So yeah, we're going down.
They said, everybody knows, everybody knows where we're going
Yeah, we're going down.
OneReplublic - All The Right Moves
poniedziałek, 22 lutego 2010
W trzy oczy
Zahaczam rozmową
o sprawy najważniejsze.
Może się zbuntowały,
może po prostu kłują
bezboleśnie.
Przeciwnik rozmowy
odwraca tematy,
rzuca powierzchownością.
Perswaduje swą niezłomność.
W zamkniętych oczach
być może ujrzał wszystko.
Chciał wsiąść na rower,
lecz uderzył się pośladkiem.
Chciał powiedzieć swej,
że nie potrafi tak żyć.
Ona nie skinęła,
obiad był ważniejszy.
Konwersacji, przekazu,
nieelektronicznego
potrzeba by ujrzeć
w duszy słowa.
Jednak co dalej.
Nie odpowie.
o sprawy najważniejsze.
Może się zbuntowały,
może po prostu kłują
bezboleśnie.
Przeciwnik rozmowy
odwraca tematy,
rzuca powierzchownością.
Perswaduje swą niezłomność.
W zamkniętych oczach
być może ujrzał wszystko.
Chciał wsiąść na rower,
lecz uderzył się pośladkiem.
Chciał powiedzieć swej,
że nie potrafi tak żyć.
Ona nie skinęła,
obiad był ważniejszy.
Konwersacji, przekazu,
nieelektronicznego
potrzeba by ujrzeć
w duszy słowa.
Jednak co dalej.
Nie odpowie.
sobota, 13 lutego 2010
Widział
Na szybie śnieg,
co chciałby spaść.
Spływa po moim palcu,
ale nie woła o wszystko!
Dla niego ten
każdy brudny dzień
zabija mu wnętrze,
tą błogość wolności.
Zbliżył się do środka,
chciał powiedzieć, że
czuje ten ogrom uczuć
niezawistnych opisów
i słabe oczy cudowne
patrzące ku przetrwaniu.
Był biały - teraz nie.
Miał koronę - stracił siebie.
Rozumiał wszystko, a
a przegrał życie.
Enzymowe złudzenia
dorwały do początku.
Może wróci, to on!
Może nie narodzi się nigdy.
co chciałby spaść.
Spływa po moim palcu,
ale nie woła o wszystko!
Dla niego ten
każdy brudny dzień
zabija mu wnętrze,
tą błogość wolności.
Zbliżył się do środka,
chciał powiedzieć, że
czuje ten ogrom uczuć
niezawistnych opisów
i słabe oczy cudowne
patrzące ku przetrwaniu.
Był biały - teraz nie.
Miał koronę - stracił siebie.
Rozumiał wszystko, a
a przegrał życie.
Enzymowe złudzenia
dorwały do początku.
Może wróci, to on!
Może nie narodzi się nigdy.
wtorek, 9 lutego 2010
Dopowiem
istny szał
palmitynowy blask
możliwe możliwości
brak dostępnych rzeczy
kolejna noc
krótka scena
świecący lakier.
Tak mało scen
Przechodzonymi ścieżkami
wspomnień chwil innych,
kiedy krótko było
zrównać z dniem odjazd.
Wieczorne ćwierki
na polnych
kwiatach czarnych.
Jakie sterowniki zuchwałe
wpuszczone w duszy przepaść.
Pozory i przesłanki,
powiedzenia i przestrogi.
Gwizd szumnych pachnideł
wśród klonów ciemności.
Przepaści tej góra,
rankiem przynosi żal
ofiaruje wszystko, nie skona.
Będzie żywym dla zgubionych.
palmitynowy blask
możliwe możliwości
brak dostępnych rzeczy
kolejna noc
krótka scena
świecący lakier.
Tak mało scen
Przechodzonymi ścieżkami
wspomnień chwil innych,
kiedy krótko było
zrównać z dniem odjazd.
Wieczorne ćwierki
na polnych
kwiatach czarnych.
Jakie sterowniki zuchwałe
wpuszczone w duszy przepaść.
Pozory i przesłanki,
powiedzenia i przestrogi.
Gwizd szumnych pachnideł
wśród klonów ciemności.
Przepaści tej góra,
rankiem przynosi żal
ofiaruje wszystko, nie skona.
Będzie żywym dla zgubionych.
niedziela, 31 stycznia 2010
Serce
Twarz... nie twarz jedna
widziała te czyny.
Chodząc po stokach, szukając
przyczyny nie widział.
Cóż, gdy nikogo tutaj
nie wlecze? Komu ufać?
Kto prawdę wypowie?
Ile to w trudnych dziejach
czasów złych, niepewnie szukać
życia, co nie idzie w parze.
Skacze od myśli, pieniądzem pokaże
i w ów wzgardzony bezsens przypatrzy.
Czy widać anioły? Czy złym myślom
uciec trzeba?
Wiem, że tutaj jestem,
tylu szatanów nie widziałem.
Świat ten nie lepszy.
Komu ufać nie pytałem.
Lecz ja słucham, słyszę luźne słowa,
by z końcem powrócić do początku.
Nie wiedzieć znów gdzie ścieżka nowa,
gdzie życia początek.
Żądzom nie ulec,
duszy dać zaczątek.
widziała te czyny.
Chodząc po stokach, szukając
przyczyny nie widział.
Cóż, gdy nikogo tutaj
nie wlecze? Komu ufać?
Kto prawdę wypowie?
Ile to w trudnych dziejach
czasów złych, niepewnie szukać
życia, co nie idzie w parze.
Skacze od myśli, pieniądzem pokaże
i w ów wzgardzony bezsens przypatrzy.
Czy widać anioły? Czy złym myślom
uciec trzeba?
Wiem, że tutaj jestem,
tylu szatanów nie widziałem.
Świat ten nie lepszy.
Komu ufać nie pytałem.
Lecz ja słucham, słyszę luźne słowa,
by z końcem powrócić do początku.
Nie wiedzieć znów gdzie ścieżka nowa,
gdzie życia początek.
Żądzom nie ulec,
duszy dać zaczątek.
czwartek, 14 stycznia 2010
Innym gorzej być
Jestem gdzieś na drodze
głośnych ust i krzyków.
W powietrzu czuć kilka zgrzytów,
ty jesteś właśnie tu.
Patrzysz na mnie jakbym był
kimś, kto jest, kogo nie widzisz.
Słowa omijają Cię jak ptak,
kolejnych uczuć też jest brak.
Zanurzam się w myślach
gdy obok mnie jesteś.
Nie widzimy się.
Ja nie widzę Cię.
Śmiech ogarnia nas
na kolejne myśli głupie.
Tłum nie czeka, lecz kreuje
rządzących o wszechmocy.
Nie powiesz mi,
ja nie powiem Ci
kim jesteś, kim nie ja.
Słowa dzielą nas.
Wszyscy oni a my
tak wiele osobno znaczymy.
Ty widzisz brak sensu.
Ja się snu pytałem.
głośnych ust i krzyków.
W powietrzu czuć kilka zgrzytów,
ty jesteś właśnie tu.
Patrzysz na mnie jakbym był
kimś, kto jest, kogo nie widzisz.
Słowa omijają Cię jak ptak,
kolejnych uczuć też jest brak.
Zanurzam się w myślach
gdy obok mnie jesteś.
Nie widzimy się.
Ja nie widzę Cię.
Śmiech ogarnia nas
na kolejne myśli głupie.
Tłum nie czeka, lecz kreuje
rządzących o wszechmocy.
Nie powiesz mi,
ja nie powiem Ci
kim jesteś, kim nie ja.
Słowa dzielą nas.
Wszyscy oni a my
tak wiele osobno znaczymy.
Ty widzisz brak sensu.
Ja się snu pytałem.
środa, 6 stycznia 2010
Radość
Koniec połówki,
a nikt nie ma dość.
To chyba świąteczny reset
a może coś więcej.
Gdy znów wszystko
staje się jak płytka
płaska. Dochodzi wszystko.
I żarty stają się śmieszne.
Otwartość gdzieniegdzie
nie! Wszyscy mają
ten zamknięty nawias.
Coś niecoś dobrze.
Nawet oni rozmawiają
i tak samo rozumieją.
Kto by się wszystkim
przejmował.
Pamiętaj, ona też pamięta
siedzi i oczekuje
Wielka Panna M.
a nikt nie ma dość.
To chyba świąteczny reset
a może coś więcej.
Gdy znów wszystko
staje się jak płytka
płaska. Dochodzi wszystko.
I żarty stają się śmieszne.
Otwartość gdzieniegdzie
nie! Wszyscy mają
ten zamknięty nawias.
Coś niecoś dobrze.
Nawet oni rozmawiają
i tak samo rozumieją.
Kto by się wszystkim
przejmował.
Pamiętaj, ona też pamięta
siedzi i oczekuje
Wielka Panna M.
sobota, 2 stycznia 2010
Życze nie
Dzień po dniu.
Kolejny martwy poranek
kolejnego zepsutego dnia.
Choć było, czego nie ma
i było co będzie
każda chwila
jest sobą.
Gdy błędów ciemności
poznania po raz wtóry
wiedziesz swe doświadczenie.
Już wiesz, jak żyć.
Co raz przychodzi
chęć oderwania.
Po chwili przeżycia
widzisz, do czego prowadzi.
I tak to szczęście
głupoty ludzkiej
widziałeś we wszystkich.
Kim oni, kim ja
nie wie nikt.
Więc wyrywam dnia świstek
ostatnia cyfra podskoczyła.
Już nie będzie ta sama,
już iść muszę.
Kolejny martwy poranek
kolejnego zepsutego dnia.
Choć było, czego nie ma
i było co będzie
każda chwila
jest sobą.
Gdy błędów ciemności
poznania po raz wtóry
wiedziesz swe doświadczenie.
Już wiesz, jak żyć.
Co raz przychodzi
chęć oderwania.
Po chwili przeżycia
widzisz, do czego prowadzi.
I tak to szczęście
głupoty ludzkiej
widziałeś we wszystkich.
Kim oni, kim ja
nie wie nikt.
Więc wyrywam dnia świstek
ostatnia cyfra podskoczyła.
Już nie będzie ta sama,
już iść muszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)