Przyszła wonna i powolna.
Jak skrzydła nad siecią
Wód naziemnych pokryła
Cały znany mi teren.
Wywróciła i rozłączyła
Spokój i porządek we wszystkim.
Przyniosła w zamian
Chwile oderwania.
Przyprowadziła do mnie,
Lub też podsunęła powoli
Słowa nieznajomych,
Większych od moich doświadczeń
Prawdziwych myślicieli.
Mogłaby już nie łączyć jak zawsze,
Komunikować między miejscami
I czasu zabierać w rozmowie.
Jednak się nie zmieniła.
Pozwoliła mi w innej skórze
Poczuć znów, jak być
Kimś niekoniecznie najlepszym,
Lecz potrzebnym.
Dzięki niej,
Choć nie przepadamy za sobą,
Wszystkie ścieżki znajome,
Jak nowe dla oczu horyzonty,
Rozświetliły się myślą.
Jednak żyją
I ożywają z nadzieją, że
Jutro będzie tak samo, nie
Inaczej.