środa, 19 października 2011

Poprzez ćmy życia

Moment, chwila, czekanie
To już teraz się stało
Przyszło to, co czekało mnie,
Z czym chciałem być od zaraz

Liście żółte, kapuściane
Worek bez zawartości na lewej
Kichnięcie z odpowiedzią
Banalne teksty ogółu
Oryginalność pytaniami podszyta

Świadomość spełnienia się tego.

Nie, nie amerykański sen
I wymarzone, serialowe szczęścia
To uczucie, które banalne
Banalnym zwykle nie bywa

Dwie ręce, trzy
Wiele tak z niczego
Szablonowość myśli niepowtarzalnych
Dwuznaczność każdego słowa
Promienisty uśmiech serca
Gorący promień duszy

Najlepsza chęć i wola
Że dwóch jest

Że jest ona

Że jesteśmy

Przez samotność zmąceni
Wysuszeni żarem odmienności
Którą tylko my rozumiemy

Chce nam się wydawać, że rozumiemy
Bo tak chcemy być dla siebie
I tylko kochać

Więc kocham daleko
Wśród liści i pól
Wiadomego stanu wiecznego

On został cudownie przerwany

Plac Własny

Jakie to
Ciekawych w głowie mej
Co ty gadasz, ja wiem
Ja nie muszę się dowiedzieć, że

Skoro wiem wszystko
I konsternacji też mi brak,
Towarzyskie porównania
wylatują swobodnie,
Będąc dowodem mnie.

Wiesz, nie mówię do ciebie.
Ja jestem sobą.
Niekoniecznie tym, kim chcesz.
Niekoniecznie takim, jakim chcesz.

Nie ostrzegam, że
Znając odpowiedzi
Naukowej władzy słuchać - nie.
Muszę chcę być tu, bo
Ułożyłem życie.
I ty
Jedynie jesteś dla mnie
Chwilowym wielbicielem sukcesu.

Żyję i niepotrzebne głowie mej
Życiowe drogi, gdy
Rozwiązując krzyżówkę
Oryginalnością przegnaniem myśli.

Kim jestem?
Tym się stanę, lecz
Dla Ciebie jedynie.

Nowocześnie żyć z brakiem nadziei
A samowystarczalną siłą dzielić się
Ze swoją potęgą

Wielkości wiedzy na przestrzeni mego bytu.