środa, 21 lipca 2010

Majsiti

Poranny.
Za blokiem wstaje dzień
ten wspaniały nieraz zawarty.
Okrywa pomarańczą
betonowe miasto wyżyny.

To tu spełnia się
kolejnego dnia rozkosz
życia pośród odmienności
tej zwykłej codzienności.

Znów w górę,
by wspiąć się lekko
od gwarków średniej drogi
i ujrzeć ten świat,
który zawiera wszystkie lata
tego mego życia.

Trzy długie ulice
pośrodku jednej dwie szyny.
Kiedyś Wolności zakupów
odrestaurowanych kafejek
spędzali czas królowie huty.
Narzekania teraz pozostał szum
bankową się oblega starówka
i tylko czekać, gdy
ruiny Kościuszki zamienią się
w kolejne centrum.

Betonowe płyty
przy kolejnym budynku
to ratusz, ten, o którym
tylko komunikacja pamięta.
To on co dzień widzi
szum aut i ich brud,
spadający cement lat 70'.
Tam tylko mój drogi
czterech przystanków ruch
i z jednej na druga dzielnicę
widok masz.

Są i miejsca zakazane,
placem zgrozy
dla mnie nazwane.
Rzadko tam bywać, w nocy
nie chodzić.

Na Starym też nie łatwo,
tam przecież kolebka wszystkiego.
Stamtąd nazwę zabrali
nie wiadomo kiedy.

Idź teraz do parku,
tak, on jest nasz.
Choć wydawać by się mogło,
to jednak wesoło,
zwierzęco,
różano,
plażowo tam jest.
Moralnie zabrane,
duma rozpadająca się.

Koło króla Polski,
który dzielnicą okrywa nazwą
autostradę i hutę
rzeczy dobre też są.
Lepsze od najlepszego i zadumanego
szkolnictwo.
Mam w nim udział.

A ja, zmierzać codziennie miałem
i zmierzałem ulicami
mego miasta zamyśleń.

Bo cóż więcej
jak wschód na estakadzie,
powiew parkowy,
falowce jedyne i długie,
bezrynkowie szaleńcze,
zachód słońca od amy,
i wszystkie dni spędzone
w jego śląskich ramionach.

To miasto dla mnie
to ono wychować i żyć.
Choć klika innych w skupisku,
to jedyne,
sentymentalne i małe.
I walczyć w rozmowie
muszę o nie.

To moje miasto
miasto mojej nienormalności.

środa, 30 czerwca 2010

Oślepiający rozstrój ducha

W ten czas półmroku,
gdy słońce zabiera swoje szpargały
i wynosi się ku równości -
zniknęły me plany,
a z nimi wspomnienia chciane.

Gdy rano wstaję
czuję się jak człowiek bez wiedzy.
O żadnych nowościach nie słyszałem
i myśleć mi przystoi
tylko o naturze.

To wtedy swobody wszędzie pełno.
Z każdej godziny wystaje
jakaś niezmierzona siła biegnąca
ku zatuszowaniu
nudy.

Mój wstyd podniosły, wewnętrzny,
cyfrowe wspomnienia
uleciały przez głowicę.
Wraz z obrazami wspomagacze myśli,
które były łagodne.

Przede mną cały, wielki czas.
Dopiero się zaczął.
Ja już myślę jak zawsze
dlaczego jutra nie znam.

niedziela, 20 czerwca 2010

Komentarz duszy

Blog.
Pewna cisza w samotności.
Chciał kiedyś nieczytanym
być.
Stało się.

Słów i linijek
zapomnianych myśli
nie chciał czytać
on, ona, ono.
Nie chciał, nie mógł.

Pierwsze słowa
chaotycznie ułożone w wersy,
jak pierwszy piasek na Ziemi
nieznanego pochodzenia,
nieznanej inspiracji.

Cóż nagle. W gąszczu
jak bardzo pochlebnych,
prawdziwych myśli klawiatury
znalazł jeden.
Tak bardzo ważny.

Każdy z nas jest inny.
to pierwsze słowa.
Zadziwiająco odnoszące się
do wszystkiego,
do wszystkich.
Każde słowo przez nią zbadane,
każdy wyraz zanalizowany,
każda myśl skomentowana...

Co czułem wtedy
z niewielu chwil - zrozumienie
i poczułem, że
to jest ważne w życiu.
To co mówisz nie zjada powietrze.

I tak trwa
każdą myślą wyrażałem wzrok
i każdym razem dostałem odpowiedź.
Życiowe wskazówki na bezdrożu.

Dziś wiem.
Ona pamięta.
Ona zawsze prawdę mi powie
co myśli,
co czuje,
co zrobi
po przeczytaniu.

I dziękuję.
To dla Ciebie,
to za mało za wszystko.

Słowa Twoją siłą.
Twoją Siłą Duszy.


Wiersz ze specjalną dedykacją dla Adrianne - mojej stałej, wiernej i wielkiej czytelniczki bloga. Bez Ciebie ten blog nie byłby tym samym, bez Ciebie nie miałby sensu.
Dziękuję!