niedziela, 17 października 2010

Księżyce i gwiazda

Z dnia na dzień
on mi się pojawia.
Nie skrywa swych zamiarów
bezsensu i istnienia.

Znów ja wśród
gąszczy sów ukrytych,
co szepczą uporczywie.
Za mną ktoś w ciemności.

Też był tam.
Spojrzał na rozlaną krew
części, co zowią człowieka
istotą społeczną.
Zmiażdżone me zamiary.

I idąc tą płaską drogą
nie widzę mych planów,
a resztki umysłu
zabija mój wiek.
Trzyma jak więźnia.

Spraw społecznych
już nie dziw więcej.
Są one dalekie, czy bliskie...
Sam nie wiem jak
się zachować.

Nie miej zrozumienia.
Przyzwyczaiłem się niestety.
Choć ty byś nie chciał
Ich tolerancji.

1 komentarz:

  1. Czasem trudno wykonać krok, pójść do przodu, zrobić cokolwiek rozsądnego w danej sytuacji i pozostaje oczekiwanie nie wiadomo na co. Bo przecież przyszłość jest nam nieznana, chociaż teraźniejszość wciąż czerpiemy z przeszłości. Brak zamiarów na przyszłość, planów, idei, brak czegokolwiek. Jedna wielka pustka. I tak bywa w życiu i tak bywać najwidoczniej musi, bo nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet wahania, bo bez tego nie wypłynie żadna decyzja. Lepiej późno niż wcale.

    Napisałam ten wiersz zupełnie chaotycznie, bez zastanowienia, bo tak wygląda ostatnio moje życie. Jest mi tak cholernie trudno ogarnąć to wszystko. Czasem budząc się rano i czując znajomy ból nie mam ochoty na nic. Czemu to wszystko tak wolno trwa? Czemu ja niczemu niewinna muszę cierpieć? Za co? Dlaczego? Jak długo? Chciałabym by to się skończyło, a najlepiej wcale nie zaczynało. I nie mam w sobie tyle siły ile bym chciała, bo ciągle prześladuje mnie pech. Prawda jest zawsze najtrudniejsza. Zawsze mogło być gorzej, każdy mi to powtarza, ale to mnie nie pociesza.

    Pozdrawiam. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń