Czy wiem rozumiem
Jak żyć
Dlaczego wolność
Komu otworzyć
Gdzie wyrzucić myśli
W zgubionym kącie
Zamkniętym na nic
Choć tak miało być
Życie nie tylko
Problemem mym jest
Chora głupia
Okrągła sytuacja
W zapętlonej głowie
I tak nie tylko mojej
Każdej bliższej
Bo zbudowałem most
Zburzony codziennie o słowa świcie
To wolność ze sobą
Już nie podać tego
Widzę to wszystko wokół
I choć patrzę szklanym okiem
Zachowuję ciszę
To jak będzie z przeszłością
Z wielkim drobnym powrotem
Czasów ciągłości
Braku potrzeby
Teraz już tak nie tak jest
czwartek, 15 września 2011
piątek, 12 sierpnia 2011
dla życia
Dla mnie każdy nowy dzień
Od kawy poranka
Trzyma mnie
I na kilka dróg
Wiedzie mnie.
Bo gdy przywykniesz tak
I pragnąc czegoś
Ułatwiasz życie
Ono zamyka Ci postawę
Poznania w szacunku.
To takie dziwne słowa.
Kolejne szybkie zdania.
Drwiących wzroków garść.
W życiu i pragnienia się spełniają.
Możesz patrzeć w oczy
I nawet nie widząc zrozumienia
Będziesz mógł poczuć
I choć to ja poważnie
Może i tak szybko i nieuważnie
Tak, dalej jednego chcę
Pozostać w tamtej głowie tej.
Od kawy poranka
Trzyma mnie
I na kilka dróg
Wiedzie mnie.
Bo gdy przywykniesz tak
I pragnąc czegoś
Ułatwiasz życie
Ono zamyka Ci postawę
Poznania w szacunku.
To takie dziwne słowa.
Kolejne szybkie zdania.
Drwiących wzroków garść.
W życiu i pragnienia się spełniają.
Możesz patrzeć w oczy
I nawet nie widząc zrozumienia
Będziesz mógł poczuć
I choć to ja poważnie
Może i tak szybko i nieuważnie
Tak, dalej jednego chcę
Pozostać w tamtej głowie tej.
czwartek, 30 czerwca 2011
Świadomościowy
Na moim placu zabaw
nie ma nic.
Czarny piasek i mróz
wśród pisku
Kruszone pięści,
walki drzew.
To nie tak miałeś myśleć,
nie miałeś mu tego mówić.
Za dużo słów zgromadziłem,
może tych głupich, nieważnych.
Zadyszanych, zuchwałych.
No to nie tak.
I kiwię się,
kładę na niebie
zwiędnięte rumianki paproci.
Spływając nie pytają
o kartę głupoty.
Zwykły to szept, że wróci.
Bo nie miał mi pomóc.
Miał tylko "nie wiem"
wyciągnąć.
I co, że sam
na balkon patrzę.
Leci zdumiony, zgubiony jak ja
i trzyma w nodze ten szept
Nadziei na prosty sens.
Na to, że wróci odkryty.
nie ma nic.
Czarny piasek i mróz
wśród pisku
Kruszone pięści,
walki drzew.
To nie tak miałeś myśleć,
nie miałeś mu tego mówić.
Za dużo słów zgromadziłem,
może tych głupich, nieważnych.
Zadyszanych, zuchwałych.
No to nie tak.
I kiwię się,
kładę na niebie
zwiędnięte rumianki paproci.
Spływając nie pytają
o kartę głupoty.
Zwykły to szept, że wróci.
Bo nie miał mi pomóc.
Miał tylko "nie wiem"
wyciągnąć.
I co, że sam
na balkon patrzę.
Leci zdumiony, zgubiony jak ja
i trzyma w nodze ten szept
Nadziei na prosty sens.
Na to, że wróci odkryty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)