Myślę o Tobie,
Gdy mam chwile
Spędzony czas w osobnosci
I bez gwaru ust
To wszystko, gdy
Było jak nigdy
Z namiętnych ust
Blisko mych
Myślałem o Tobie
Tylko gdy mogłem
Jakkolwiek by było
Byłem w pobliżu
Gdzie serca poniosą
Zniosę każde westchnienie
Byleby mieć chwilę
Nie czuć reszty realności
Już nie myślę od dawna
Gdy zwątpienie przychodzi
Serce krwawi do czarnosci
Lecz rdzĄ się pokrywa
Gdy depresji fala nastanie
Bezradności bezsilności brak pracy
Nie chcę niepewności hałasu
I czarnych myśli naprzód
środa, 30 września 2015
poniedziałek, 13 lipca 2015
Więc
Wykrywam podejrzane ruchy
Gdy tylko tu nie patrzysz
Skronie zrywam by móc
Chwilowo w bezładzie zawisnąć
I trzymam po kolei te dziwactwa
Których już mialem się wyrzec
Gdy tylko zjadały mi lekkość
Wytrwale szukałem tłumaczenia
Wystąpić z tej mantry złych słów,
Zarzekania się na pogodę
Wytwarzania rozmowy starzenia się
Gdy mało tak w głowie
Więc
Na nowo ze starym powiązać
Odszukać tylko jedną
Z poświęceniem niewygodnym
To co siedzi jak kropla
Nigdy nie spłynie z tafli
Raczej najłatwiej nie ma
Gdy jakoś zawsze powodzi
Serca zalane dążeniem
Ku tak wielkiej ilości słów
Zamknięte we mnie
Iść muszą
Gdy tylko tu nie patrzysz
Skronie zrywam by móc
Chwilowo w bezładzie zawisnąć
I trzymam po kolei te dziwactwa
Których już mialem się wyrzec
Gdy tylko zjadały mi lekkość
Wytrwale szukałem tłumaczenia
Wystąpić z tej mantry złych słów,
Zarzekania się na pogodę
Wytwarzania rozmowy starzenia się
Gdy mało tak w głowie
Więc
Na nowo ze starym powiązać
Odszukać tylko jedną
Z poświęceniem niewygodnym
To co siedzi jak kropla
Nigdy nie spłynie z tafli
Raczej najłatwiej nie ma
Gdy jakoś zawsze powodzi
Serca zalane dążeniem
Ku tak wielkiej ilości słów
Zamknięte we mnie
Iść muszą
niedziela, 21 września 2014
Wyśrodkowanie
Znów powróciło, co dawno zasnęło.
Nieoczekiwanie zmieniło kierunek
Podczas dążenia pozornie spokojnego.
To nieopisane w slowacg, ktore posadam
Których brak doskwiera
I spoczywa w ocenianiu
Szablonowość myślenia i pierwszych skojarzeń,
Bez szans na poznanie,
Bez możliwości.
Wypowiadanie swych myśli
Czy tylko blacha przypadłość społeczna?
Szansa do zaspokojenia potrzeby
Mimo posiadanych teorii.
Odpowiedzialność osobista bez drogowskazów.
Za późno by je mieć.
Czy za mało ich szukałem?
Wszystko miało i będzie mieć czas
W przyporządkowaniu kolejności,
By żyć jako powiedziałeś
Określiłeś i Ciebie określono
Na pierwszy rzut, myśli skojarzenia
Mimo niedyspozycji i chwilowej słabości, mocy.
Za dużo pustych slow
Wychodzi na zewnątrz.
Z pustki ich znaczenia nie wychodzą skojarzenia.
Za próżne, by moc je konfrontować,
Za male by je wywyższać.
Za dobroć człowieka
W każdym z możliwych terminów
Zapłacisz sam gdy jej zabraknie.
Bądź jaki chcesz,
Bądź też sobą w tym, co znajdziesz.
Z dumą mimo przeszkód?
Wobec tej z dawna nieopisanej idealności.
Nieoczekiwanie zmieniło kierunek
Podczas dążenia pozornie spokojnego.
To nieopisane w slowacg, ktore posadam
Których brak doskwiera
I spoczywa w ocenianiu
Szablonowość myślenia i pierwszych skojarzeń,
Bez szans na poznanie,
Bez możliwości.
Wypowiadanie swych myśli
Czy tylko blacha przypadłość społeczna?
Szansa do zaspokojenia potrzeby
Mimo posiadanych teorii.
Odpowiedzialność osobista bez drogowskazów.
Za późno by je mieć.
Czy za mało ich szukałem?
Wszystko miało i będzie mieć czas
W przyporządkowaniu kolejności,
By żyć jako powiedziałeś
Określiłeś i Ciebie określono
Na pierwszy rzut, myśli skojarzenia
Mimo niedyspozycji i chwilowej słabości, mocy.
Za dużo pustych slow
Wychodzi na zewnątrz.
Z pustki ich znaczenia nie wychodzą skojarzenia.
Za próżne, by moc je konfrontować,
Za male by je wywyższać.
Za dobroć człowieka
W każdym z możliwych terminów
Zapłacisz sam gdy jej zabraknie.
Bądź jaki chcesz,
Bądź też sobą w tym, co znajdziesz.
Z dumą mimo przeszkód?
Wobec tej z dawna nieopisanej idealności.
sobota, 26 kwietnia 2014
Kratka
Tak, tracę nadzieję.
Już nie umiem żyć
W bezsilności kłamstwa,
Że stanie się lepiej.
Codziennie skrzywiam
Twarz niby głupią.
Codziennie się wymądrzam
Żeby jeden z drugim
I grupą
Nie
Źle jest.
Może faktycznie zeskrobałem
Wszystkie bardziej normalne
Myśli, których mogłem przecież
Nie wyrzucać.
Co z tego, że na złość
Inni sobie żyją normalnie.
Skoro normalność jest inna.
Ile razy wołałem w zapomniane
Bez echa nawet w mej głowie.
Zapomniałem już wszystko.
Zapomniałem jak chciałem.
Pójdę w kąt codzienności
I nie będę po raz kolejny
Rzucał się w standardy.
One mną rzucają.
Już nie umiem żyć
W bezsilności kłamstwa,
Że stanie się lepiej.
Codziennie skrzywiam
Twarz niby głupią.
Codziennie się wymądrzam
Żeby jeden z drugim
I grupą
Nie
Źle jest.
Może faktycznie zeskrobałem
Wszystkie bardziej normalne
Myśli, których mogłem przecież
Nie wyrzucać.
Co z tego, że na złość
Inni sobie żyją normalnie.
Skoro normalność jest inna.
Ile razy wołałem w zapomniane
Bez echa nawet w mej głowie.
Zapomniałem już wszystko.
Zapomniałem jak chciałem.
Pójdę w kąt codzienności
I nie będę po raz kolejny
Rzucał się w standardy.
One mną rzucają.
piątek, 25 kwietnia 2014
piątek, 28 lutego 2014
kaj żeś je wiosno
Puk puk co tam?
Chyba ktoś się zgubić zapragnął.
Nie wygłupiaj się.
Co tak dusić na końcu
Można i na początku.
Dlatego, a czemu nie,
Zwrócić ten cały
Szajs chcę.
Popatrz popatrz,
Jak pięknieje zapomnienie
Tak ciepłego lodu w błocie.
Uważaj, bo się uśmiejesz się
Po pachy.
Czas czasem pogania nas.
Gdzieś podzieje i rzuci
Na co dzień zapomnianych
W doganianiu.
Skończ ten zapach
I weź do garści splot bezmyślności.
Zrobisz - zostanie i zapiszę
Niebieskimi znakami w katalogu.
Nie przypominaj mi się,
To kończy się niedobrze.
Wystarczy, że
Rozwalisz zastygłą ziemię.
Chyba ktoś się zgubić zapragnął.
Nie wygłupiaj się.
Co tak dusić na końcu
Można i na początku.
Dlatego, a czemu nie,
Zwrócić ten cały
Szajs chcę.
Popatrz popatrz,
Jak pięknieje zapomnienie
Tak ciepłego lodu w błocie.
Uważaj, bo się uśmiejesz się
Po pachy.
Czas czasem pogania nas.
Gdzieś podzieje i rzuci
Na co dzień zapomnianych
W doganianiu.
Skończ ten zapach
I weź do garści splot bezmyślności.
Zrobisz - zostanie i zapiszę
Niebieskimi znakami w katalogu.
Nie przypominaj mi się,
To kończy się niedobrze.
Wystarczy, że
Rozwalisz zastygłą ziemię.
niedziela, 9 lutego 2014
mój zegar kłamie
Mój zegar kłamie.
Nie jest już przewodnikiem,
Zapomniał jak chodzić na krawędzi.
Mój świat nie runie,
Gdy zamienię w świat piaskowe posterunki
Baczące na zgrabne myśli przeznaczenia.
Ile razy ikona nie wybrała mnie,
Nie miała mi za złe.
Nie znała mnie
Z powszechnych gadających głów.
Jadąc na drodze wypchniętych w życie
Mało podpór, mało doświadczenia.
Mało tak kosztownych polubień owoców i
Skosztowań goryczy oburzenia.
Poparzona ludzka głowa jak każda a
Niepojęta głupota pokoleniowa
Co pokolenie inna niepodobna.
Idzie na wojnę, walczy bez energii.
Wszystkiego nie można porcjować
Trzeba spróbować naraz.
Nieznajome wpierw wiedzieć
Nie jest już przewodnikiem,
Zapomniał jak chodzić na krawędzi.
Mój świat nie runie,
Gdy zamienię w świat piaskowe posterunki
Baczące na zgrabne myśli przeznaczenia.
Ile razy ikona nie wybrała mnie,
Nie miała mi za złe.
Nie znała mnie
Z powszechnych gadających głów.
Jadąc na drodze wypchniętych w życie
Mało podpór, mało doświadczenia.
Mało tak kosztownych polubień owoców i
Skosztowań goryczy oburzenia.
Poparzona ludzka głowa jak każda a
Niepojęta głupota pokoleniowa
Co pokolenie inna niepodobna.
Idzie na wojnę, walczy bez energii.
Wszystkiego nie można porcjować
Trzeba spróbować naraz.
Nieznajome wpierw wiedzieć
wtorek, 22 października 2013
Zmiana 37
Wszystko tak samo
Głupota i zachłanność
Gdy to wszystko co było
Przeradza się w chwilę
Potem stało się rzeczywiste
Co jak dorosnę, czy umrę
Ta złość i obojętność wokół
Odkryta przez niedoświadczenie
To wiesz i umiesz
Nienauczony powtarzam społeczeństwo
Uciekać za daleko chciałem
Skoro uciec tu nie można
Trzy i osiem i to też poproszę
Zapomnę, bo co chwilę
Zmienić się potrafi
I gryźć otumaniając
Za słabe wrażenia
Za nudne życie
Za fajerwerków dysonans
Do dna, do końca, do grobu
Głupota i zachłanność
Gdy to wszystko co było
Przeradza się w chwilę
Potem stało się rzeczywiste
Co jak dorosnę, czy umrę
Ta złość i obojętność wokół
Odkryta przez niedoświadczenie
To wiesz i umiesz
Nienauczony powtarzam społeczeństwo
Uciekać za daleko chciałem
Skoro uciec tu nie można
Trzy i osiem i to też poproszę
Zapomnę, bo co chwilę
Zmienić się potrafi
I gryźć otumaniając
Za słabe wrażenia
Za nudne życie
Za fajerwerków dysonans
Do dna, do końca, do grobu
niedziela, 14 lipca 2013
wróć i wskaż
życiowe dywidendy
za mało ich nam
szaleją
żując trawkę
czasem ma się
ochotę walnąć tak
na wskroś każdą
godzinę pełną
okrutnych myśli
bo społeczeństwo
nie lubi mnie
i tego czego
nie pragnę robić
na przekór
byłbym wielkim
pięściarzem
oto tymi rękami pokonałem
swój strach
lecz on nie może
wyjść poza szare
ulubione
wykręty
dlaczego tylko ścieżki potrafią nas zgubić tuż u progu
za dużo pytań
dzierży mój strach
niepokonany jak orzeł
wśród rozpaczy lasu
z ręką może i obudzony
żyć muszę chcę
bo życiu nadać mi trzeba
tak zostało przekazane nam
za mało ich nam
szaleją
żując trawkę
czasem ma się
ochotę walnąć tak
na wskroś każdą
godzinę pełną
okrutnych myśli
bo społeczeństwo
nie lubi mnie
i tego czego
nie pragnę robić
na przekór
byłbym wielkim
pięściarzem
oto tymi rękami pokonałem
swój strach
lecz on nie może
wyjść poza szare
ulubione
wykręty
dlaczego tylko ścieżki potrafią nas zgubić tuż u progu
za dużo pytań
dzierży mój strach
niepokonany jak orzeł
wśród rozpaczy lasu
z ręką może i obudzony
żyć muszę chcę
bo życiu nadać mi trzeba
tak zostało przekazane nam
niedziela, 21 kwietnia 2013
Łączenie
Przyszła wonna i powolna.
Jak skrzydła nad siecią
Wód naziemnych pokryła
Cały znany mi teren.
Wywróciła i rozłączyła
Spokój i porządek we wszystkim.
Przyniosła w zamian
Chwile oderwania.
Przyprowadziła do mnie,
Lub też podsunęła powoli
Słowa nieznajomych,
Większych od moich doświadczeń
Prawdziwych myślicieli.
Mogłaby już nie łączyć jak zawsze,
Komunikować między miejscami
I czasu zabierać w rozmowie.
Jednak się nie zmieniła.
Pozwoliła mi w innej skórze
Poczuć znów, jak być
Kimś niekoniecznie najlepszym,
Lecz potrzebnym.
Dzięki niej,
Choć nie przepadamy za sobą,
Wszystkie ścieżki znajome,
Jak nowe dla oczu horyzonty,
Rozświetliły się myślą.
Jednak żyją
I ożywają z nadzieją, że
Jutro będzie tak samo, nie
Inaczej.
Jak skrzydła nad siecią
Wód naziemnych pokryła
Cały znany mi teren.
Wywróciła i rozłączyła
Spokój i porządek we wszystkim.
Przyniosła w zamian
Chwile oderwania.
Przyprowadziła do mnie,
Lub też podsunęła powoli
Słowa nieznajomych,
Większych od moich doświadczeń
Prawdziwych myślicieli.
Mogłaby już nie łączyć jak zawsze,
Komunikować między miejscami
I czasu zabierać w rozmowie.
Jednak się nie zmieniła.
Pozwoliła mi w innej skórze
Poczuć znów, jak być
Kimś niekoniecznie najlepszym,
Lecz potrzebnym.
Dzięki niej,
Choć nie przepadamy za sobą,
Wszystkie ścieżki znajome,
Jak nowe dla oczu horyzonty,
Rozświetliły się myślą.
Jednak żyją
I ożywają z nadzieją, że
Jutro będzie tak samo, nie
Inaczej.
piątek, 1 lutego 2013
Powrotnie
To nie jest zaplanowane
Wszystkie znaki tylko czekają
By w kolorach jasnej tęczy
Wskazać na tą jedyną
Drogę pośród pachnących lasów
Wyboistą dla mniejszych ptaków
Latających bezgraniczne wysoko
Cieszących się tylko wolnością
Słowa, które padają
Są tylko naszym odbiciem
Dla innych
Wszystko jest do przekroczenia
I nawet słoń może popłynąć lekko
Tylko o jednym musi pamiętać
Pamiętać musi o istnieniu
Swoich blokad wszechobecnych
I do pokonania niebezpiecznych
Nie wyrywaj się
Przynajmniej nie dla wyrywania
Wszystkie znaki tylko czekają
By w kolorach jasnej tęczy
Wskazać na tą jedyną
Drogę pośród pachnących lasów
Wyboistą dla mniejszych ptaków
Latających bezgraniczne wysoko
Cieszących się tylko wolnością
Słowa, które padają
Są tylko naszym odbiciem
Dla innych
Wszystko jest do przekroczenia
I nawet słoń może popłynąć lekko
Tylko o jednym musi pamiętać
Pamiętać musi o istnieniu
Swoich blokad wszechobecnych
I do pokonania niebezpiecznych
Nie wyrywaj się
Przynajmniej nie dla wyrywania
piątek, 12 października 2012
Będziesz tutaj
Trzymaj się
Mocno i dokładnie siebie
Bo będzie już inaczej
Dokładnie jak myślisz
Przygotowany zwarty przezorny
Falstart nie będzie obecny
Pełna kontrola zawładnie
Nad niepokojem
Rzecz jasna nie strach
To lęk wymyka się
Trwoży mnie
Spójrz na to
Wrastam w ziemię
Gdy ty po prostu pytasz
Normalnie widzisz bardziej
Kto wie czy prawdziwie
Szare
Nie jest wszystko idealne
Wskakują wszystkie problemy
Do pociągu wolności spokoju
Dzielimy się na grupy
Jednak nie ma kategoryzacji
Myśl o wszystkim
Nie jest już sobą
Rozwiązanie banalnie cudowne
To wszystko rozpada się porcelanowo
Trzyma się tylko niepewności
Barier które nie istnieć potrafią
To wina
Nie
Jestem już
Powróciłem z nieodbytej podróży
Mocno i dokładnie siebie
Bo będzie już inaczej
Dokładnie jak myślisz
Przygotowany zwarty przezorny
Falstart nie będzie obecny
Pełna kontrola zawładnie
Nad niepokojem
Rzecz jasna nie strach
To lęk wymyka się
Trwoży mnie
Spójrz na to
Wrastam w ziemię
Gdy ty po prostu pytasz
Normalnie widzisz bardziej
Kto wie czy prawdziwie
Szare
Nie jest wszystko idealne
Wskakują wszystkie problemy
Do pociągu wolności spokoju
Dzielimy się na grupy
Jednak nie ma kategoryzacji
Myśl o wszystkim
Nie jest już sobą
Rozwiązanie banalnie cudowne
To wszystko rozpada się porcelanowo
Trzyma się tylko niepewności
Barier które nie istnieć potrafią
To wina
Nie
Jestem już
Powróciłem z nieodbytej podróży
piątek, 28 września 2012
Skryty
Siedzi daleko gdzieś
Ukryty w głębokim sercu
Woreczek pełen myśli
O mnie
Wypełnia się po brzegi
Nocami z myślami
I szuka gdzieś daleko
Pięknych przeszłych marzeń
Skoroszytów czy skojarzeń
Mam serce
Połączone z myślami zawsze
Gdy on o tym przypomni
Wszystko okrywa się pyłem
I początek znów rozbrzmiewa
W uszach nicości
Będę z nim podróżował
Na skrajach błękitnych lasów
Otoczonych szczerym spokojem morza
Bez plaż
Czasem tylko gdy tkwi
Wyłącza we mnie zdobycze
Jest ze mną
Siedzi
Wskazując pewną drogę niepewną
sobota, 5 maja 2012
B.O. S.A.M.
Niech będzie światłość.
To stało się
W nagłym słowie
Wielkich wiadomych
Planów.
Wyszło z pięknej,
Lecz złej pogody
Mocy,
Co swą passą
Przewraca
Źle złamanych.
Krytyki większej
Niż na co dzień
Słychać gwar wspomnień.
Nawet ciemność nie sprawi,
Że wrócą odmienione
Według planu.
Wkrótce zmienione
Z małego zwierzątka
Na umysł wolności.
Działają i wiedzą
Jak przebyć w samotności.
Wiedza nie sama,
Ona widziana,
Idealnie zachowana,
Właściwie - zabrana.
To jak siedzenie
Służące każdemu czasowi.
Mniej w nocy, lecz w niej
Wiodące spokojne życie.
I tylko jeden ideał.
To widać, gdy
Dekadami życie układa
Wydarzenia nieśmiertelne.
Moc najlepsza, samoświadomość.
Poznanie tego, co jest
Od zawsze.
Tego co nie przeminie.
Co nasze.
To stało się
W nagłym słowie
Wielkich wiadomych
Planów.
Wyszło z pięknej,
Lecz złej pogody
Mocy,
Co swą passą
Przewraca
Źle złamanych.
Krytyki większej
Niż na co dzień
Słychać gwar wspomnień.
Nawet ciemność nie sprawi,
Że wrócą odmienione
Według planu.
Wkrótce zmienione
Z małego zwierzątka
Na umysł wolności.
Działają i wiedzą
Jak przebyć w samotności.
Wiedza nie sama,
Ona widziana,
Idealnie zachowana,
Właściwie - zabrana.
To jak siedzenie
Służące każdemu czasowi.
Mniej w nocy, lecz w niej
Wiodące spokojne życie.
I tylko jeden ideał.
To widać, gdy
Dekadami życie układa
Wydarzenia nieśmiertelne.
Moc najlepsza, samoświadomość.
Poznanie tego, co jest
Od zawsze.
Tego co nie przeminie.
Co nasze.
czwartek, 15 marca 2012
Myśl
Wiesz co,
Masz dwa słowa.
Proszę, zrób z nich użytek.
Jaki chcesz, by był.
Dziękuję, że pozwoliły
Być Twoimi
Lepszymi ludźmi.
Relacjami gół-dura.
Ale dlaczego nie
To takie naturalne
Należy się samo
Prawo stoi
Masz tyle wyrzeczeń za
Sobą
Więc pragniesz.
Nie tylko mieć więcej,
To takie banalne w tych czasach.
Wiesz więcej, a niewiedza
Powinna tańczyć w piwnicy
Samotności.
Wyprane słowa pachną.
Jaką wybierzesz formę tak
Staną się Twoimi bez wątpienia.
Tylko Twoimi.
Tylko.
Więc co z tego, że
Jestem narzędziem w rękach
Ku wspinaniu się
Przez miazgę człowieczeństwa
Życzliwości.
Po prostu widzisz, że jest nie jak chcesz.
Wymagasz więcej, niż zaufanie każe Ci mierzyć.
Oceniać pragniesz jak bardzo podobnie jest.
To tylko chcesz.
To tylko musisz, by chcieć.
To tylko chcesz, by udawać.
Masz dwa słowa.
Proszę, zrób z nich użytek.
Jaki chcesz, by był.
Dziękuję, że pozwoliły
Być Twoimi
Lepszymi ludźmi.
Relacjami gół-dura.
Ale dlaczego nie
To takie naturalne
Należy się samo
Prawo stoi
Masz tyle wyrzeczeń za
Sobą
Więc pragniesz.
Nie tylko mieć więcej,
To takie banalne w tych czasach.
Wiesz więcej, a niewiedza
Powinna tańczyć w piwnicy
Samotności.
Wyprane słowa pachną.
Jaką wybierzesz formę tak
Staną się Twoimi bez wątpienia.
Tylko Twoimi.
Tylko.
Więc co z tego, że
Jestem narzędziem w rękach
Ku wspinaniu się
Przez miazgę człowieczeństwa
Życzliwości.
Po prostu widzisz, że jest nie jak chcesz.
Wymagasz więcej, niż zaufanie każe Ci mierzyć.
Oceniać pragniesz jak bardzo podobnie jest.
To tylko chcesz.
To tylko musisz, by chcieć.
To tylko chcesz, by udawać.
sobota, 11 lutego 2012
Na starość
Nie chcę łamać krzesła.
Nie chcę krzyczeć do ucha.
Nie chcę się wygłupiać
I wiedzieć, że już za późno.
Pobożne życzenia,
Kąciki ust i głos naturalny.
Ma być i koniec.
Nie na próżno zmarnowałem
Swe życie na szukanie celu.
Ale powszechnie znane prawdy,
Teorie naukowe i fakty
Wołają do wszystkich:
I tak będziesz taki.
To nie trwa na zawsze.
Zrozum więc, daj pomyśleć,
Że kremy, zabiegi, suplementy,
Znajomi, wydarzenia
Nauka nawet,
Że uciekną, za horyzontem łatwości.
I kim będziesz - to nieważne.
Twa powszechność i tak
Będzie jechała autobusem,
Chodziła z siatką
I goniła marzenia młodzieży.
Pracuj na emeryturę
I zbieraj na filarach.
Ciekawe, jaki filar
Zostawisz na bezsilność.
Nie chcę krzyczeć do ucha.
Nie chcę się wygłupiać
I wiedzieć, że już za późno.
Pobożne życzenia,
Kąciki ust i głos naturalny.
Ma być i koniec.
Nie na próżno zmarnowałem
Swe życie na szukanie celu.
Ale powszechnie znane prawdy,
Teorie naukowe i fakty
Wołają do wszystkich:
I tak będziesz taki.
To nie trwa na zawsze.
Zrozum więc, daj pomyśleć,
Że kremy, zabiegi, suplementy,
Znajomi, wydarzenia
Nauka nawet,
Że uciekną, za horyzontem łatwości.
I kim będziesz - to nieważne.
Twa powszechność i tak
Będzie jechała autobusem,
Chodziła z siatką
I goniła marzenia młodzieży.
Pracuj na emeryturę
I zbieraj na filarach.
Ciekawe, jaki filar
Zostawisz na bezsilność.
środa, 19 października 2011
Poprzez ćmy życia
Moment, chwila, czekanie
To już teraz się stało
Przyszło to, co czekało mnie,
Z czym chciałem być od zaraz
Liście żółte, kapuściane
Worek bez zawartości na lewej
Kichnięcie z odpowiedzią
Banalne teksty ogółu
Oryginalność pytaniami podszyta
Świadomość spełnienia się tego.
Nie, nie amerykański sen
I wymarzone, serialowe szczęścia
To uczucie, które banalne
Banalnym zwykle nie bywa
Dwie ręce, trzy
Wiele tak z niczego
Szablonowość myśli niepowtarzalnych
Dwuznaczność każdego słowa
Promienisty uśmiech serca
Gorący promień duszy
Najlepsza chęć i wola
Że dwóch jest
Że jest ona
Że jesteśmy
Przez samotność zmąceni
Wysuszeni żarem odmienności
Którą tylko my rozumiemy
Chce nam się wydawać, że rozumiemy
Bo tak chcemy być dla siebie
I tylko kochać
Więc kocham daleko
Wśród liści i pól
Wiadomego stanu wiecznego
On został cudownie przerwany
To już teraz się stało
Przyszło to, co czekało mnie,
Z czym chciałem być od zaraz
Liście żółte, kapuściane
Worek bez zawartości na lewej
Kichnięcie z odpowiedzią
Banalne teksty ogółu
Oryginalność pytaniami podszyta
Świadomość spełnienia się tego.
Nie, nie amerykański sen
I wymarzone, serialowe szczęścia
To uczucie, które banalne
Banalnym zwykle nie bywa
Dwie ręce, trzy
Wiele tak z niczego
Szablonowość myśli niepowtarzalnych
Dwuznaczność każdego słowa
Promienisty uśmiech serca
Gorący promień duszy
Najlepsza chęć i wola
Że dwóch jest
Że jest ona
Że jesteśmy
Przez samotność zmąceni
Wysuszeni żarem odmienności
Którą tylko my rozumiemy
Chce nam się wydawać, że rozumiemy
Bo tak chcemy być dla siebie
I tylko kochać
Więc kocham daleko
Wśród liści i pól
Wiadomego stanu wiecznego
On został cudownie przerwany
Plac Własny
Jakie to
Ciekawych w głowie mej
Co ty gadasz, ja wiem
Ja nie muszę się dowiedzieć, że
Skoro wiem wszystko
I konsternacji też mi brak,
Towarzyskie porównania
wylatują swobodnie,
Będąc dowodem mnie.
Wiesz, nie mówię do ciebie.
Ja jestem sobą.
Niekoniecznie tym, kim chcesz.
Niekoniecznie takim, jakim chcesz.
Nie ostrzegam, że
Znając odpowiedzi
Naukowej władzy słuchać - nie.
Muszę chcę być tu, bo
Ułożyłem życie.
I ty
Jedynie jesteś dla mnie
Chwilowym wielbicielem sukcesu.
Żyję i niepotrzebne głowie mej
Życiowe drogi, gdy
Rozwiązując krzyżówkę
Oryginalnością przegnaniem myśli.
Kim jestem?
Tym się stanę, lecz
Dla Ciebie jedynie.
Nowocześnie żyć z brakiem nadziei
A samowystarczalną siłą dzielić się
Ze swoją potęgą
Wielkości wiedzy na przestrzeni mego bytu.
Ciekawych w głowie mej
Co ty gadasz, ja wiem
Ja nie muszę się dowiedzieć, że
Skoro wiem wszystko
I konsternacji też mi brak,
Towarzyskie porównania
wylatują swobodnie,
Będąc dowodem mnie.
Wiesz, nie mówię do ciebie.
Ja jestem sobą.
Niekoniecznie tym, kim chcesz.
Niekoniecznie takim, jakim chcesz.
Nie ostrzegam, że
Znając odpowiedzi
Naukowej władzy słuchać - nie.
Muszę chcę być tu, bo
Ułożyłem życie.
I ty
Jedynie jesteś dla mnie
Chwilowym wielbicielem sukcesu.
Żyję i niepotrzebne głowie mej
Życiowe drogi, gdy
Rozwiązując krzyżówkę
Oryginalnością przegnaniem myśli.
Kim jestem?
Tym się stanę, lecz
Dla Ciebie jedynie.
Nowocześnie żyć z brakiem nadziei
A samowystarczalną siłą dzielić się
Ze swoją potęgą
Wielkości wiedzy na przestrzeni mego bytu.
czwartek, 15 września 2011
Urwane
Czy wiem rozumiem
Jak żyć
Dlaczego wolność
Komu otworzyć
Gdzie wyrzucić myśli
W zgubionym kącie
Zamkniętym na nic
Choć tak miało być
Życie nie tylko
Problemem mym jest
Chora głupia
Okrągła sytuacja
W zapętlonej głowie
I tak nie tylko mojej
Każdej bliższej
Bo zbudowałem most
Zburzony codziennie o słowa świcie
To wolność ze sobą
Już nie podać tego
Widzę to wszystko wokół
I choć patrzę szklanym okiem
Zachowuję ciszę
To jak będzie z przeszłością
Z wielkim drobnym powrotem
Czasów ciągłości
Braku potrzeby
Teraz już tak nie tak jest
Jak żyć
Dlaczego wolność
Komu otworzyć
Gdzie wyrzucić myśli
W zgubionym kącie
Zamkniętym na nic
Choć tak miało być
Życie nie tylko
Problemem mym jest
Chora głupia
Okrągła sytuacja
W zapętlonej głowie
I tak nie tylko mojej
Każdej bliższej
Bo zbudowałem most
Zburzony codziennie o słowa świcie
To wolność ze sobą
Już nie podać tego
Widzę to wszystko wokół
I choć patrzę szklanym okiem
Zachowuję ciszę
To jak będzie z przeszłością
Z wielkim drobnym powrotem
Czasów ciągłości
Braku potrzeby
Teraz już tak nie tak jest
piątek, 12 sierpnia 2011
dla życia
Dla mnie każdy nowy dzień
Od kawy poranka
Trzyma mnie
I na kilka dróg
Wiedzie mnie.
Bo gdy przywykniesz tak
I pragnąc czegoś
Ułatwiasz życie
Ono zamyka Ci postawę
Poznania w szacunku.
To takie dziwne słowa.
Kolejne szybkie zdania.
Drwiących wzroków garść.
W życiu i pragnienia się spełniają.
Możesz patrzeć w oczy
I nawet nie widząc zrozumienia
Będziesz mógł poczuć
I choć to ja poważnie
Może i tak szybko i nieuważnie
Tak, dalej jednego chcę
Pozostać w tamtej głowie tej.
Od kawy poranka
Trzyma mnie
I na kilka dróg
Wiedzie mnie.
Bo gdy przywykniesz tak
I pragnąc czegoś
Ułatwiasz życie
Ono zamyka Ci postawę
Poznania w szacunku.
To takie dziwne słowa.
Kolejne szybkie zdania.
Drwiących wzroków garść.
W życiu i pragnienia się spełniają.
Możesz patrzeć w oczy
I nawet nie widząc zrozumienia
Będziesz mógł poczuć
I choć to ja poważnie
Może i tak szybko i nieuważnie
Tak, dalej jednego chcę
Pozostać w tamtej głowie tej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)